Zakazane półuśmieszki pięknego amanta

Dodano: 02/05/2015 - Numer 4 (110)/2015

Był jednym z najpopularniejszych amantów przedwojennego kina, którego panienki zasypywały setkami listów miłosnych i wierszy. Kapitan Aleksander Żabczyński, ranny pod Monte Cassino, odznaczony został pięcioma orderami. Jak wynika z akt IPN, komuniści odpłacili mu za to, osaczając go donosicielami jako podejrzanego o szpiegostwo na rzecz Ameryki. Śpiewał  niezapomniane do dziś przeboje „Już nie zapomnisz mnie”, „Nie kochać w taką noc to grzech” czy „Jesienne róże”. O miano najbardziej popularnego amanta polskiego kina rywalizował z Eugeniuszem Bodo. Ale jako gwiazdor opuszczał często plan filmowy, by uczestniczyć w wojskowych ćwiczeniach, bo był też oficerem. „Pan oficer” szturmuje winiarnię Umiejętności aktorskie przydały się Żabczyńskiemu jako wojskowemu w największym chyba stopniu, gdy po wrześniu 1939 r. znalazł się w obozie jenieckim dla polskich żołnierzy na Węgrzech. Żabczyński został jego komendantem i nawiązał dobre kontakty z węgierskimi bratankami, którzy z racji na wojenne układy musieli naszych żołnierzy internować. Dzięki tym kontaktom polskim oficerom wolno było opuszczać otoczony płotem obóz i odwiedzać pobliską winiarnię. Polscy jeńcy, którzy nie dosłużyli się stopnia oficerskiego, musieli się więc uciekać do wrodzonych naszemu narodowi forteli, by dotrzeć do winiarni. Przyczepiali mianowicie do swych mundurów oficerskie gwiazdki… z papieru. Niestety, pewnego razu węgierski strażnik wykrył ów fortel i zatrzymał miłującego wolność kanoniera.
     
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze