Słońce nie było dla nich

Losy kresowych żołnierzy AK były wyjątkowo skomplikowane. Ci, którzy szczęśliwie przeżyli, nigdzie nie mogli znaleźć już dla siebie miejsca. Wszędzie czuli się tułaczami. Bo ojczyznę, tak jak matkę, ma się tylko jedną. A ich ojczyzną była ziemia Adama Mickiewicza. Wraz z odejściem na wieczną wartę żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego kończy się ważny rozdział w historii Polski, ale i w naszym życiu, pokoleń urodzonych po wojnie. Odchodzą ci, których darzyliśmy szacunkiem, uznaniem, którzy byli dla nas jasno palącymi się żagwiami w mrokach rzeczywistości. Jesienią ubiegłego roku zmarł w Olsztynie kapitan Mirosław Reszko, żołnierz AK Okręgu Nowogródek. Był jednym z najmłodszych partyzantów kresowych – walkę rozpoczynał jako 16-latek w V Batalionie 77 Pułku Piechoty AK dowodzonym przez kpt. Stanisława Truszkowskiego „Sztremera”. Po wejściu Sowietów konspiracyjną działalność kontynuował na Mazowszu w oddziale por. Witolda Grzebskiego „Motora”, oficera NSZ. Wśród kresowych relikwii Mirosław urodził się w 1928 r. w folwarku Mariampol w parafii Konwaliszki w powiecie lidzkim. Ziemię lidzką zamieszkiwali niemal sami Polacy, nieznaczny był procent ludności białoruskiej, wzdłuż rzeki Dzitwa żyły nieliczne rodziny litewskie. Kresowe, nadniemeńskie dwory, dworki, zaścianki, folwarki, okolice – jak nazywano tutejsze szlacheckie wsie, stanowiły ważne ośrodki gospodarcze, kulturowe. Dwory były ostoją patriotyzmu w terenie. Wieś korzystała z dworskich pastwisk, lasów,
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze