Ropa – paliwo XXI wieku

Czas ropy miał się skończyć wraz z kryzysem energetycznym i gwałtownym wzrostem jej cen...

Według Władimira Putina cena ropy w 2015 r. powinna sięgać nawet 200 dolarów za baryłkę. To oznaczałoby, że część świata będzie próbowała uciekać z zasilania swoich gospodarek ropą na rzecz gazu, biopaliw itp. Jednak ta część światowych gospodarek, która pozostałaby przy ropie, żywiłaby spokojnie jej producentów. Trudno było sobie np. wyobrazić szybkie przejście USA na inne źródła paliw dla samochodów niż ropa i benzyna. Ogromne lobby blokowało rozwój technologii alternatywnych dla tradycyjnych paliw, a szaleństwo ekologiczne nie poprawiało opłacalności tego pomysłu. Zresztą, przerobienie silników samochodów na inne niż pochodne ropy wcale nie było tanie. Wymagało to nowych technologii nie tylko przy produkcji pojazdów, lecz także na stacji paliw, rafinerii itd.

Do końca XX wieku nie udało się nawet opracować modelu biznesowego, który zastąpiłby tradycyjny przemysł naftowy. W dodatku w połowie zeszłej dekady zaczął następować kryzys nazywany umownie peak oil – liczba nowo odkrytych złóż ropy okazała się mniejsza niż wzrost wydobycia. Była to doskonała informacja dla producentów paliw, gdyż wartość ich produktów zaczęła szybko rosnąć. Od 2009 r. cena baryłki ropy podskoczyła z około 40 dolarów do 115 w 2014 r., czyli około 300 proc. Rosja, Iran, Wenezuela i kraje arabskie zwiększały finansową siłę, przeznaczając pieniądze nie tylko na wzrost konsumpcji, lecz także na armie i służby specjalne. To zaczęło zagrażać ich sąsiadom. Jednocześnie część z tych krajów tworzyła rezerwy finansowe na czas, gdy zaczną się kończyć ich własne złoża. Ten moment był o tyle mało groźny, że poprzedziłaby go jeszcze większa zwyżka cen ropy. Przy okazji zupełnie zlekceważono problem wzrostu kosztów wydobycia. Nie przejmowano się nim, zakładając, że wzrost cen wyrówna straty z błędnych decyzji ekonomicznych.

Tymczasem USA rozwinęły nowe...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: