Jerzy Obciach

Oczywiście można zaprosić na Woodstock Janinę Paradowską w czerwonej garsonce i przekonywać, że to punkówa z irokezem na głowie i kolczykiem w nosie. Albo zawiesić nad sceną symbol pacyfizmu, a obok jako atrakcję sprowadzić czołgi. Tłumowi to może nie przeszkadzać, ale wkurzy każdego, kto jest wolny i myśli. A najbardziej właśnie tych, z których wolnościowych ideałów Owsiak robi konformistyczno-komercyjny rzyg.

„Przyjeżdżajcie tutaj, a nie na jakieś wieśniackie, propagandowe koncerty na Woodstock. Tutaj trzeba przyjeżdżać, tam wiocha!” – tak Marek Piekarczyk z TSA, w koszulce z pacyfą, krzyczał w czasie jednego z ostatnich Festiwali im. Ryśka Riedla w Chorzowie.
Dawny punkowiec: Owsiak to lizus systemu
Co roku przy okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz Woodstocku przez media przetacza się fala materiałów o tym, jak to „prawica” nienawidzi Jerzego Owsiaka. Im bardziej poszczególni „prawicowcy” pasują do stereotypu świętoszka, tym chętniej pokazują ich media.
Trudno o bardziej zakłamany przekaz. Żadna prawicowa krytyka Owsiaka jeszcze nie istniała, gdy wzbudzał on dziką wściekłość u ludzi z muzycznych środowisk alternatywnych. Łatwo wytłumaczyć, dlaczego. Owsiak ma stosunkowo niewielki wpływ na zwolenników prawicy, choć dzieci z puszkami chętnie wysyła pod kościoły. Kreowany jest za to na idola młodych buntowników, których entuzjazm kanalizuje w wygodnym dla władzy kierunku.
Dlatego wzbudza taką odrazę u tych, którzy w życiu zbuntowali się na serio i zapłacili za ów bunt swoją cenę: czy to więzienia albo emigracji, czy tylko kłopotów ze znalezieniem pracy albo prozaicznego braku akceptacji z powodu kolorowych włosów, glanów, tatuaży czy kolczyków.
Nie ma w Polsce ani jednej osoby, która popierałaby Owsiaka, łącząc w sobie trzy cechy: czystość intencji, wyznawanie na serio jakiejkolwiek idei oraz dużą wiedzę o otaczającym świecie. Owsiak może być popularny tylko dlatego, że w społeczeństwie ludzie...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: