Retrospekcje

Marcin Wolski ogłosił w jednej z telewizji, parafrazując Joannę Szczepkowską, „Proszę Państwa, 16 listopada skończyła się w Polsce demokracja”. Jaki proces doprowadził Polskę do stanu, w którym możliwe stało się bandyckie sfałszowanie wyborów i ogłoszenie, że PSL zdobył w nich prawie 24 proc. głosów? We wrześniu 1990 r. senator Zbigniew Romaszewski opublikował na łamach paryskiej „Kultury” tekst „Trudne drogi demokracji”. Wtedy to pierwszy raz w III RP zaczęto mówić o kryzysie młodej polskiej demokracji, który zdaniem prorządowych publicystów polegać miał głównie na… spadku zaufania do rządu Tadeusza Mazowieckiego. W tych okolicznościach Romaszewski, organizator międzynarodowych konferencji praw człowieka, próbował tłumaczyć, co musimy zrobić, żeby trwałą i mocną demokrację zbudować. Dziś, 24 lata później, czytając uważnie te słowa, możemy sobie odpowiedzieć na pytanie, ile z tych zaleceń zrealizowaliśmy. Odpowiedź nie jest trudna: prawie nic. Nie powstała „infrastruktura demokracji”, czyli owe niezbędne do tego tysiące obywatelskich oddolnych inicjatyw, zapewniających prawdziwy udział obywateli w rządzeniu krajem. Nasza demokracja oparła się nie na nich, lecz na fałszywkach służących panowaniu nad społeczeństwem przez ludzi wywodzących się z systemu totalitarnego i podporządkowanych obcym interesom. Czym innym były nagle wybuchające fenomeny Leppera, Palikota czy Korwina-Mikke, polityków, którzy mieli zagospodarowywać różne segmenty elektoratu, ale łączyło
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze