NIEDOCENIONY PAPIEŻ

Teolodzy prześcigali się w udowadnianiu swojej postępowości, włączając aktywnie nutki marksistowskie do głoszonych teorii na temat wiary i roli Kościoła. Choćby Jan Paweł II miał takie intencje, soboru cofnąć nie mógł. Mógł za to bronić jego najważniejszych ustaleń, które od doktryny odbiegać nie mogły, i spowodować, że wiara stanie się na powrót atrakcyjna. To ostatnie zapobiegło ucieczce elit w postchrześcijański modernizm katolicki. Bóg w nauczaniu Jana Pawła II pojawił się z powrotem jako żywa postać bliska człowiekowi, ale jednocześnie wymagająca. Zatrzymało to ruch rozmontowywania Kościoła, poprzez zdjęcie z niego mistycznej osłony i napełniło świątynie wiernymi. Benedykt XVI, który przywraca łacińską tradycję i stawia bardzo ostro kryteria teologiczne i moralne, nie zaprzecza nauce Jana Pawła II, ale ją w sposób oczywisty kontynuuje. Bez polskiego Papieża niemiecki miałby nieporównywalnie mniejszą trzódkę i zapewne mniej podatną na jego przesłanie. Piszę to z pełnym podziwem również dla Benedykta, bo jego rola była niełatwa, a poprzeczka postawiona bardzo wysoko. Trzeba też rozumieć rolę, jaką miał do odegrania Jan Paweł II w historii politycznej świata. Był przeciwnikiem komunizmu i rozumiał, że nie da się wiele zmienić na lepsze bez uwolnienia ludów Europy Środkowej i Wschodniej z okowów bolszewizmu. W momencie obejmowania przez niego Stolicy Piotrowej w Europie trwało w najlepsze rozbrojenie mimo coraz bardziej uzbrojonego ZSRR. W USA rządził Jimmy Carter, który
     
47%
pozostało do przeczytania: 53%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze