Niełatwy żywot antykomunisty

W Polsce ludowej żywot antykomunisty był raczej przesądzony – kończył się w więzieniu albo na cmentarzu. W Sowietach „wywrotowców” zamykano w zakładach psychiatrycznych. Nie dlatego, że byli opozycją. Bolszewicy uważali, że tylko wariat może być ich przeciwnikiem. W tzw. III RP antykomuniści nie mają łatwiejszego życia. Nadal są wrogami komunistycznego establishmentu. Życie Tadeusza Waśniewskiego jest tego dobrym przykładem. Tadeusz urodził się w 1936 r. w Goniądzu – niewielkim miasteczku na Podlasiu położonym nad rzeką Biebrzą. Jego rodzice prowadzili kilkunastohektarowe gospodarstwo rolne. Wielu mieszkańców Goniądza utrzymywało się z rolnictwa. Po ukończeniu szkoły powszechnej Tadeusz poszedł do liceum ogólnokształcącego. Podobnie jak wielu kolegów, wstąpił do harcerstwa, pociągała ich organizacja, która ciągle jeszcze nawiązywała do przedwojennej tradycji. Pewnej  niedzieli została zarządzona zbiórka na placu szkolnym. Po mszy w kościele i przerwie na zjedzenie obiadu w domu powrócili na plac szkolny. Miały odbyć się harcerskie zabawy, czyli harce. Dowiedzieli się wówczas, że harcerstwo będzie już wyglądało inaczej niż do tej pory, że muszą zdjąć czapki rogatywki, chusty, krzyże harcerskie, schować do kieszeni lilijki, a nałożyć czerwone chusty, takie jakie noszą pionierzy w Sowietach. Mieli też złożyć nową przysięgę. Wielu chłopcom zakręciły się łzy w oczach – odebrali ten fakt jak zamach na świętość. Stali jak wryci. Tadeusz z kolegą Kazikiem Karłowskim
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze