Między Asadem a kalifem. Podwójna gra Rosji

Dodano: 01/11/2014 - Numer 10 (104)/2014

Rozwój sytuacji w Syrii i Iraku w ciągu ostatniego półrocza skorygował dotychczasowy kurs bliskowschodniej polityki Rosji. Jeszcze wiosną br. rozkład sił był dość klarowny z punktu widzenia Kremla: z jednej strony, reżim Baszara el-Asada, z drugiej, różnej maści rebelianckie ugrupowania. Moskwa wytrwale wspierała Damaszek, a że Barack Obama jeszcze jesienią 2013 r. odtrąbił odwrót Ameryki z tego regionu, wydawało się, że po pierwszych dwóch krytycznych latach wojny domowej w Syrii Asad nabiera wiatru w żagle, podczas gdy rebelia, nie dość wspierana z zewnątrz, słabnie, dzieli się i nawet zaczyna walczyć we własnym gronie. Z tym osamotnieniem rebelii to jednak nie do końca prawda. O ile umiarkowani przeciwnicy Asada słabli coraz bardziej, o tyle do islamskich radykałów płynął stały strumień pomocy z monarchii Zatoki. Pośrednim tego skutkiem była letnia eksplozja siły dżihadystów z ISIL – dziś nazywających już siebie tylko Państwem Islamskim (IS). Najpierw kalifat zagroził rządowi w Bagdadzie, rządowi szyitów związanemu z Iranem, taktycznym sojusznikiem Moskwy. Teraz dżihadyści przenieśli ciężar walk do Syrii – w tej chwili próbują dobić Kurdów. Potem rozprawa ze słabą Wolną Armią Syryjską (FSA) będzie formalnością. A potem? Reżim Asada. A na to Rosja nie może pozwolić. Wszak nie po to zadarła z Zachodem i sunnickimi monarchiami, od początku wspierając Damaszek. Dlatego dziś Moskwa zniuansowała swoje stanowisko wobec polityki głównego rywala – Ameryki – na
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze