Razem do ostatniego naboju

„Co miało swój początek, będzie miało i swój koniec […] naszym hasłem Bóg i Ojczyzna i pod tym hasłem wytrwać musimy, choćby nas to nie wiem ile kosztowało. […]. Ja z Polski nie wyjadę, bo za bardzo ją kocham, tutaj się urodziłem, tutaj umrę albo legnę”. Tak pisał w październiku 1946 r. w liście do żony mieszkającej w Anglii por. Kazimierz Żebrowski „Bąk”, ostatni komendant białostockiego Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Nie chciał usłuchać żony i wyjechać, a raczej uciekać za granicę, by ratować życie swoje i syna Jerzyka, który razem z ojcem walczył w podziemiu niepodległościowym. 3 grudnia 1949 r., zaciekle tropieni, porucznik Żebrowski z synem Jerzykiem „Konarem” zostali osaczeni przez grupę operacyjną KBW i UB. Próbowali jeszcze się ratować, choć sytuacja była beznadziejna. W czasie ucieczki Jerzyk został postrzelony. Ojciec wrócił do rannego syna, przygarnął chłopca do siebie, przeżegnał się i dwukrotnie strzelił do niego. Po czym sam się zastrzelił. Przytuleni zastygli martwi na polu. Ludzie słuchali Kazimierza z uwagą Rodzina Kazimierza Żebrowskiego pochodziła z zaścianka szlacheckiego Żebry-Wybranowo, położonego na ziemi łomżyńskiej. Niegdyś miejscowość ta należała do gminy Szczepankowo, a od wielu już lat do gminy Śniadowo. W Peerelu nazwa miejscowości została zredukowana do pierwszego członu – Żebry. W podobny sposób komuniści postąpili z nazwami innych miejscowości, szlacheckich zaścianków rozsianych nad Narwią i Biebrzą, nie licząc się
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze