Polska skazana na sukces

Dzisiaj to brzmi mocno absurdalnie. Mamy rząd, na którego czele stoi kompromitująco niemądra pani premier. Obóz władzy przypomina koalicję mafii z „Gangu Olsena”. Gospodarka też nie wygląda imponująco...

Niewielki wzrost gospodarczy powoduje, że przynajmniej na razie nie mamy co marzyć o gonieniu czołówki Europy. Nasza armia jest bliska spełnienia przepowiedni Putina, że w kilka dni jego wojska mogą być w Warszawie. Biorąc pod uwagę kompetencje nowej pani minister od służb specjalnych, możemy zatęsknić za ministrem Bartłomiejem Sienkiewiczem. Mianowano ją chyba wyłącznie po to, by nie przeszkadzać służbom w realizowaniu zadań wyznaczonych przez kogoś innego.

A jednak Polska jest skazana na sukces. Znaleźliśmy się na zapleczu największego konfliktu geopolitycznego od 1989 r. Nie jesteśmy jego głównym bohaterem. Na nasze szczęście po raz pierwszy od dziesiątek lat są nim inne państwa. Oficjalnie biorą w nim udział Rosja i Ukraina. Faktycznie Rosja, Chiny i USA. Taktyczny sojusz rosyjsko-chiński zmusza USA do szukania sojuszników w Europie. Na całą Europę liczyć nie mogą. Kto jest po ich stronie? Konflikt przebiega wzdłuż granicy Ukrainy i Gruzji z Rosją, więc są to dzisiaj naturalni sojusznicy USA. Ale to państwa słabe i już ogarnięte wojną. USA potrzebują w tej części świata przynajmniej jednego stabilnego partnera, który będzie integrował zagrożone kraje. Głównym hamulcowym polityki Stanów Zjednoczonych są Niemcy. Pozostaje więc Polska. Wprawdzie Polska miała do niedawna całkowicie proniemiecki rząd i prorosyjskiego prezydenta, ale od kilku miesięcy to się zmienia. Po wizycie prezydenta USA Baracka Obamy w Polsce obóz prezydenta Komorowskiego zaczął przekierowywać wektory swojej polityki. Wyraźnie pojawiają się tam przyjazne wobec USA sygnały. W jakiś cudowny sposób pozbyto się podpory niemieckiej polityki w Polsce, premiera Donalda Tuska. Interesy niemieckie miała zabezpieczać jego najbardziej lojalna współpracowniczka Ewa...
[pozostało do przeczytania 42% tekstu]
Dostęp do artykułów: