Jugendamt: od Hitlera do Merkel

Jugendamt, czyli oberurząd, który w praktyce zajmuje się zabieraniem dzieci rodzicom, co często oznacza germanizację, powstał w czasach Republiki Weimarskiej. Jednak rozkwitł w III Rzeszy: w 1936 r. uzyskał nieograniczone niemal kompetencje i  status organu państwa pozostającego poza wszelką kontrolą. Był sprawnym instrumentem „przyswajania” narodowi niemieckiemu „dobrych” rasowo dzieci i przerabiania ich na „pełnowartościowych” obywateli tysiącletniej Rzeszy. Tylko z Polski jugendamt podczas okupacji niemieckiej naszego kraju porwał około 160 tys. dzieciaków. Jedynie około 10 proc. z nich udało się odzyskać po 1945 r. Prawie 150 tys. polskich dzieci zmieniono nazwiska i zatarto ślady o ich korzeniach. Ten niemiecki rabunek młodych został uznany przez Niemiecki Trybunał Wojskowy w Norymberdze za zabrodnię ludobójstwa. Także konferencja UNESCO w 1948 r. potraktowała porwanie i eksterminację dzieci przez Niemcy Hitlera za zabrodnię przeciw ludzkości. Tym większe osłupienie budzi fakt, że struktury jugendamtu nie zostały rozwiązane po 1945 r. Co więcej, MSW NRF zniszczyło akta uprowadzonych polskich dzieci. Wszakże, jak pisał Norwid: „Przeszłość to dziś, tylko cokolwiek dalej”. Dziś niemiecki jugendamt pełni wciąż rolę złowrogą. Na tyle budzi to sprzeciw cywilizowanego świata, że niemiecka instytucja o wciąż niebywale szerokich kompetencjach została publicznie skrytykowana przez Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka. ONZ uznał, że jugendamt jest
     
40%
pozostało do przeczytania: 60%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze