Nowakowski sprzed wojny

„Nikt do pisania mnie nie zachęcał. Nie miałem żadnego protektora”. Tak pisze Marek Nowakowski, zmarły w maju jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy po II wojnie światowej. „Pióro. Autobiografia literacka” to książka, którą chciałbym w tym miesiącu polecić.

Zebranie całej twórczości Nowakowskiego w jednym felietonie nie jest możliwe. Choć sam pisał teksty raczej krótkie, opowiadania po dwie, trzy strony, zdania rwane, cięte, precyzyjne i bez ozdobników, to jednak spuścizna, jaką po sobie zostawił, jest imponująca. Dobrym przewodnikiem po literaturze, którą tworzył, jest właśnie jego autobiografia. Napisana dokładnie tak, jak jego opowiadania i nowelki, daje nam wgląd w warsztat pisarski i jego egzystencjalne tło.
Debiutujący w latach 50. Nowakowski, wówczas student czwartego roku prawa, wybiera życie bohemy literackiej, która wówczas gromadzi się wokół „Współczesności”. Zadaje się z kolegami, którzy zamiast socjalistycznej nowomowy wybierają opisywanie elementu, który twórcy powojennej Polski woleliby wymazać. Człowiek socjalistyczny miał być ułożony i posłuszny władzy. Miał czynnie włączać się w budowę tego, co nazywano nową rzeczywistością. Nowakowski i jemu podobni swoim pisaniem wskazali jednak, że używanie przez propagandę słowa „rzeczywistość” było tu nie na miejscu. Za rzeczywistość zabrali się oni sami.
Wybrali półświatek. Dla Nowakowskiego był to wybór trwały. Jego koledzy po piórze coraz częściej wspominali o stabilizacji zawodowej, pisanie stawało się dla nich sposobem zarabiania i utrzymywania rodziny. Nowakowski przeciw temu się buntował. Nie wchodził w dyskusje, czy władza poluźnia czy zacieśnia, czy daje więcej swobody czy mniej. To całe gderanie intelektualistów tamtego czasu, którzy dawali się ogrywać podobnymi problemami, Nowakowskiemu było dalekie.
Półświatkowi pozostał wierny do końca. Przestępcy, prostytutki i pijacy – to był jego świat i jego odtrutka. Nie pochwalał przestępstwa, ale pokazywał...
[pozostało do przeczytania 35% tekstu]
Dostęp do artykułów: