Otoczeniu Putina brakuje odwagi Pahlena

Jeszcze do niedawna można było wymienić nazwiska kilku osób, których Putin nie traktował instrumentalnie, takich, z którymi łączyły go jakieś ludzkie stosunki albo którym coś zawdzięczał. Znakiem rozpoznawczym dla ludzi będących z Putinem blisko jest to, że zwraca się on do nich per „ty”. Od razu zaznaczam, że jest to garstka osób – z Władimirem Pribyłowskim, rosyjskim historykiem, politologiem i tłumaczem, rozmawia Olga Alehno.

Kto, Pana zdaniem, podejmuje dziś najważniejsze decyzje w Rosji?
Wygląda na to, że sam Putin. Zdołał skoncentrować w swoich rękach taką władzę, że w zasadzie można go dziś uznać za niepodzielnego władcę Rosji. Co ciekawe – kiedy odczuwa taką potrzebę, potrafi zwrócić się o radę do osób trzecich, bywa, że takiej rady nawet posłucha. Gdy jednak ktoś ośmiela się mu doradzać nieproszony, potrafi zirytowany powiedzieć: „A kto cię pytał?”.

A co z doradcami?
Grono tolerowanych przez Putina doradców jest raczej wąskie. Do tej pory zaliczali się do niego minister finansów Aleksiej Kudrin, autor rosyjskiej prywatyzacji Anatolij Czubajs, szef Banku Centralnego Rosji Siergiej Ignatjew – ci trzej panowie służyli Putinowi swoim doświadczeniem w sprawach gospodarczych. W kwestiach politycznych doradzał mu natomiast generał KGB/FSB Wiktor Iwanow, brat Siergieja Iwanowa, szefa administracji prezydenckiej. Podobno Wiktora ceni sobie Putin wyjątkowo jako osobnika „dobrze znającego się na ludziach”. Aktualnie głównym doradcą prezydenta Rosji jest przede wszystkim były wicepremier i prezes Rosnieftu Igor Sieczin. To dla Putina taki „wujek dobra rada”, w wielu dziedzinach. Z drugiej strony, chodzą słuchy, że Putin popadł już w taki samozachwyt nad swoim geniuszem, że najchętniej słucha  samego siebie i coraz rzadziej zasięga opinii nawet u osób ze swojego najbliższego otoczenia.

W takich warunkach trudno raczej o przyjacielskie relacje. Czy Putin ma w ogóle...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: