Międzynarodówka nacjonalistów w służbie Kremla

„Viva referendum na Krymie! Viva wolny wybór ludu!” – tak informację o wyniku głosowania przyjął Matteo Salvini, lider włoskiej Ligi Północnej. Rzecznik szefowej francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen, Ludovic De Danne, uznał wyniki referendum i powiedział w wywiadzie dla Głosu Rosji, że „historycznie Krym jest częścią Matki Rosji”. Kryzys ukraiński i związany z tym konflikt Rosji z Zachodem to pierwszy poważny test dla sojuszu Władimira Putina ze skrajną europejską prawicą. Gospodarz Kremla może być zadowolony – od początku jego „partnerzy” spisują się zgodnie z oczekiwaniem. Czyli próbują osłabiać wspólny front europejski, zniechęcają do pomagania Ukrainie i nakładania sankcji na Rosję. Lider holenderskiej Partii Wolności Geert Wilders mówi językiem Kremla, że prozachodni rząd Ukrainy jest kierowany przez „narodowych socjalistów, antysemitów i innych antydemokratów”. Komentując aneksję Krymu, Nigel Farage, lider brytyjskiej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), orzekł, że UE „ma krew na rękach”, bo „prowokuje” Putina. W styczniu br. do Moskwy pojechała Marine Le Pen – spotkała się m.in. z Władimirem Żyrinowskim i wicepremierem Dmitrijem Rogozinem. Po raz drugi przyjechała już 12 kwietnia, tym razem popierając pomysł federalizacji Ukrainy, a sankcje unijne wobec grupy rosyjskich osobistości nazywając wynikiem „rusofobii i antyrosyjskiej kampanii, do której podżega kilka krajów europejskich”. Swoją rolę odegrali oczywiście nacjonaliści
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze