„Lufa” miał nerwy ze stali

14 marca 1949 r. strzał w tył głowy zakończył życie legendarnego kresowego partyzanta Henryka Wieliczki „Lufy”. Został zamordowany na zamku w Lublinie. Miał niespełna 23 lata – a za sobą kilkadziesiąt brawurowych, dokonanych z niebywałą fantazją, akcji bojowych. Był  wychowankiem mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, komendanta 5. Brygady Wileńskiej AK, który doskonale wiedział, że może „Lufie” powierzyć najtrudniejsze zadania. Henryk był najmłodszym z rodzeństwa. Urodził się w 1926 r., a nie w 1922 r., jak mylnie podaje wiele opracowań. Państwo Wieliczkowie mieszkali w Wilnie na Antokolu. Po wybuchu wojny Jadwiga Wieliczkowa, matka Henia, przeniosła się z synem z Wilna do miejscowości Biała Woda nieopodal jeziora Narocz – uznała, że na wsi będzie bezpieczniej niż w mieście. Ojciec Henia, Bolesław Wieliczko, mieszkał już wówczas w Lublinie. W czerwcu 1942 r. dotarła do rodziny wiadomość, że starszy brat Henryka, Kazimierz, zginął w bitwie o Anglię – był pilotem 305. Dywizjonu Polskiego. Nic zatem dziwnego, że matka z trwogą słuchała planów Henia o walce z okupantem, 17-letniego wówczas chłopca, rwącego się do partyzantki. Chłopak, zaprzysiężony już wcześniej, poszedł latem 1943 r. do oddziału por. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”, sformowanego nad jeziorem Narocz. Po rozbiciu przez Sowietów oddziału „Kmicica”, związał swoje losy z 5. Brygadą Wileńską AK Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Wziął udział we wszystkich większych bitwach Brygady na
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze