Karły na ramionach olbrzymów

Z Polski musiała uciekać jako 11-letnia dziewczynka, kryjąc się z rodzicami w rowach przed niemieckimi nalotami. Absolwentka prestiżowej Królewskiej Akademii Sztuki Dramatycznej w Londynie osiągnęła sukcesy w brytyjskim oraz amerykańskim teatrze i filmie. A potem – jak mówiono – zwariowała. Porzuciła karierę, by poświęcić się idei propagowania polskiej kultury wśród Amerykanów. „Mała Katelbachówna w pierwszym numerze »A w środku me złamane serce« znakomita, śliczna i inna od innych ślicznych i nieślicznych” – zapisał poeta Jan Lechoń w swym „Dzienniku” pod datą 27 maja 1956. Spektakl kabaretu Mariana Hemara odbył się w Nowym Jorku, a wśród około tysiąca widzów oklaskujących młodą Jankę Katelbach był m.in. generał Władysław Anders. Jak głosiły plotki, w owym czasie kochała się w niej połowa polskich literatów-wygnańców. A w jej repertuarze nie brakowało sentymentalnych piosenek, przesiąkniętych duchem rewii kabaretów ze zrównanej z ziemią przedwojennej Warszawy. Była wśród nich piosenka, do której słowa napisał hrabia Michał Tyszkiewicz, mąż „Pieśniarki Warszawy”, Hanki Ordonówny: Tak, a może nie, Może tak trzeba, Lecz kto wie, Już, czy jeszcze nie Nadchodzi czas, że to wszystko we dwoje przeżyte kres kładzie już dniom miłości zeschniętej zużytej jak bukiet róż więdnących róż Tak, a może nie, może tak jeszcze nie jest źle. Kto na tyle wie, co kryje los. Może się wszystko cudem odmieni i szczęście powróci jak w śnie. Może tak, a może nie. Janina Katelbach, na
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze