Bal na „Titanicu”, czyli Rosja 2014

Łatwo odnosić międzynarodowe zwycięstwa, gdy wygrywa się nie dzięki własnej sile, lecz słabości przeciwnika. Łatwo terroryzować opozycję i robić wodę z mózgu tzw. zwykłym obywatelom, gdy ma się do dyspozycji potężny aparat represji i służalcze media. Łatwo wmawiać światu, że jest się potęgą wojskową, jeśli ma się kagiebowskie doświadczenia dezinformacyjne, a część opiniotwórczych środowisk na Zachodzie to albo stara agentura, albo pożyteczni idioci. Dlatego 2013 r. Władimir Putin kończył w glorii głównego wygranego. Im wyżej się wspiął, tym boleśniejszy będzie upadek w tym roku. Przed realiami gospodarki nie da się uciec, co odczuli na własnej skórze władcy Związku Sowieckiego. To będzie dla Rosji rok pogłębiającego się kryzysu ekonomicznego i erozji systemu putinowskiego (nie z powodu aktywności opozycji, lecz napięć socjalnych i etnicznych). Na scenie międzynarodowej też trudno oczekiwać tak korzystnej koniunktury, zbiegów okoliczności i błędów innych graczy. Co więcej, najszybciej Putin przekona się o tym na tych frontach, na których święcił triumfy: Ukrainie i Bliskim Wschodzie. Bo taktyczna gra to jeszcze nie strategiczne zwycięstwo.Nic dwa razy się nie zdarza? Był 1989 r. Na okładce magazynu „Time” można było podziwiać oblicze przywódcy Związku Sowieckiego. Michaił Gorbaczow został Człowiekiem Roku – drugi raz, zresztą, wcześniej w 1987 r. Dwa lata później państwa, którym rządził, już nie było. Ciekawe, czy Władimir Putin choć przez
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze