Strefa euroatlantycka

Bój o Ukrainę jest dla Ameryki walką o stworzenie podwalin stabilnego rozwoju gospodarczego na cały XXI wiek.

Kluczem do zrozumienia sytuacji na Ukrainie jest podział geograficzny, gospodarczy  i kulturowy świata. Największym gospodarczo państwem globu są Stany Zjednoczone. USA razem z Kanadą tworzą silną strukturę. Mimo różnych perturbacji ekonomicznych nie ma dla niej żadnej realnej konkurencji. Choć do niedawna wydawały się nią Chiny. Najludniejszy kraj świata osiągnął niezwykłą dynamikę rozwoju. Tania produkcja wykańczała amerykański przemysł i zmuszała gospodarkę USA do ciągłej emisji pieniędzy finansujących import z Azji. Wszystko to mogło  skończyć się dla Stanów Zjednoczonych fatalnie. Jednak bardzo rozwinięta gospodarka, mająca niezwykłą cechę dostosowania się do kolejnych wyzwań, poradziła sobie z problemem taniej
wytwórczości. Nowe technologie znacząco obniżyły koszty energii, a przez to także te związane z powstawaniem dóbr i usług. USA w ostatnich latach zaczęły powoli stawać się z importera energii jej eksporterem. W ślad za tym rośnie cała produkcja tego kraju.
Kolejną barierą rozwoju okazała się pojemność rynku. Trudno sobie wyobrazić wypieranie przez produkcję amerykańską azjatyckiej na jej rodzimych rynkach. Kraje te ciągle mają bardzo tanią siłę roboczą i stosują silny protekcjonizm. Rynek afrykański jest zbyt biedny, by wchłonąć rozkręcający się potencjał Ameryki Północnej. Zostaje więc tylko Europa.
W całej Europie, bez Rosji, mieszka obecnie około 600 mln ludzi (dwa razy więcej niż w USA), a PKB samej tylko Unii  Europejskiej jest większy niż amerykański. Przyłączenie Ukrainy, Mołdawii i Gruzji oraz pewnie w rezultacie Białorusi do UE powiększyłoby tę strefę o prawie 70 mln mieszkańców i niemal milion kilometrów kwadratowych. Ten obszar daje możliwość handlu w wielu kierunkach. Nic też dziwnego, że USA łakomym okiem patrzą nie tylko na rynek Unii Europejskiej, lecz także na jej maksymalne...
[pozostało do przeczytania 35% tekstu]
Dostęp do artykułów: