Misza Budowniczy

Państwowiec, a zarazem rewolucjonista. Kaukaski temperament, a zarazem zachodnie maniery. Micheil Saakaszwili budził i będzie budził kontrowersje. Wyciągnął Gruzję z postsowieckiego dna korupcji, anarchii i biedy, rzucił wyzwanie Rosji. Dał przykład innym w byłym ZSRS – dlatego tak znienawidziła go Moskwa. Saakaszwili udowodnił, że można zrzucić postsowiecki balast i zależność od Kremla, nawet bez takich atutów, jak gaz i ropa (Azerbejdżan) czy geopolityczny potencjał (Ukraina). Mówiąc krótko, zastał Gruzję drewnianą, a zostawia murowaną. I to mimo niesprzyjającej od kilku lat sytuacji geopolitycznej. Jeśli coś nie wyszło, szczególnie w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, to głównie z winy tych, na których liczył. Berlin i Paryż zdradziły Gruzję w 2008 r., Amerykanie nie pomogli. To śp. Lech Kaczyński na czele grupy przywódców „nowej Europy” ratował gruzińską niepodległość. Saakaszwili nigdy tego nie zapomni. Gruzini też nie zapominają, a polski prezydent otaczany jest w Gruzji większym szacunkiem niż we własnym kraju. Przyjazd Saakaszwilego do Krakowa na pogrzeb Lecha Kaczyńskiego miał symboliczny wymiar. Tak jak w 2008 r. polski przywódca leciał w dramatycznych okolicznościach do opuszczonego przez innych sojuszników Tbilisi, tak niecałe dwa lata później Saakaszwili nie szukał wymówek w aktywności wulkanu i pojawił się w Krakowie. Inaczej niż cały szereg przywódców zachodnich. Prozachodnia orientacja Saakaszwilego i jego polityka zagraniczna są dobrze
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze