Mały traktat o byciu nie na czasie

Różne są szaleństwa, Najgorsze są jednak te, które z człowieka czynią tyrana czasu. W jednym z opowiadań z „Dzienników gwiazdowych” Stanisława Lema bohater wpada w pętlę czasową. Żyjąc w poniedziałku, próbuje nawiązać kontakt ze swoim wtorkowym „ja”, które mu towarzyszy. W kulminacyjnym punkcie opowiadania tych równoległych tożsamości głównego bohatera jest kilka. Ta sama osoba uwikłana w pętlę czasową ulega podwojeniu, potrojeniu i wreszcie zwielokrotnieniu. Doprowadza go do szału niemożność działania i wyrwania się z tej pętli. Pętli, która jest dla niego szansą – daje bowiem możliwość naprawienia sterów, do czego potrzeba przynajmniej dwóch osób, jak i doprowadza do szału – nie może się bowiem porozumieć z sobą samym, choćby z tym sobą z wczoraj, jak i z jutra.Nie ma współczesnego człowieka To opowiadanie oczywiście o problemie tożsamości człowieka w czasie, ale i w pewnym sensie można je odnosić do społecznej teraźniejszości. Nie trzeba specjalnych wirów i nie ma konieczności wielkiej podróży kosmicznej, nie potrzeba też wielu milionów lat świetlnych, by pętli czasowej doświadczyć i żyć ze sobą z poniedziałku, wtorku i ze środy. Wbrew bowiem temu, co głoszą piewcy nowoczesności i ponowoczesności, nie ma czegoś takiego, jak człowiek współczesny. Społeczeństwo składa się z ludzi, którzy mają swoje korzenie i swoje punkty odniesienia w różnych historycznych momentach, czerpią z różnych tradycji, w różny sposób formułują swoje argumenty i 
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze