Miraż pomocy w państwie łotrów

Już od ponad dwóch dekad Kambodża jest uzależniona od hojności międzynarodowych dawców, a także od setek organizacji pozarządowych, które działają w kraju od momentu wyborów administrowanych przez Organizację Narodów Zjednoczonych.

Ale co tak naprawdę dały te pieniądze?

W 1985 r. opuściliśmy Francję, aby rozpocząć nowe życie za oceanem. W Stanach początkowo zatrzymaliśmy się u jednej z ciotek ze strony mamy w Richmond w Kalifornii. Ta nie zamierzała zapisać nas do żadnej szkoły, dopóki moja mama nie narobiła wrzasku i dobitnie się o to upomniała. W końcu rozpocząłem naukę w Williard – jednym z dwóch gimnazjów w Berkley. Nawet gdy później przenieśliśmy się do Oakland, nadal uczęszczałem do szkół w Berkley. Mama nauczyła nas, że musimy być gotowi na poświęcenia, jeśli chcemy otrzymać dobre wykształcenie – nawet gdyby oznaczało to wstawanie dwie godziny wcześniej niż szkolni koledzy i spędzanie więcej czasu w pociągach i autobusach (…)

Moja mama pracowała jako krawcowa w chińskiej dzielnicy w Oakland. Tu szyła suknie ślubne dla projektantki Jessiki McClintock. Jedynym celem w życiu mamy było umożliwienie nam pójścia na uniwersytet. Nie wierzyła, że można się szybko dorobić, a więc opcja rzucenia szkoły w ogóle nie wchodziła w grę. Wykształcenie nie oznaczało dla niej możliwości zarabiania więcej, ale było szansą na nauczenie się, jak myśleć.

Jeszcze w szkole średniej brałem udział w wyciecze na Uniwersytet Kalifornijski w Berkley i byłem oczarowany tą uczelnią. Zacząłem się zastanawiać, co mogę zrobić, aby w przyszłości tu trafić. Przypadkowe spotkanie z jednym z administratorów uniwersytetu tylko utwierdziło mnie w planach. Później zostałem zaakceptowany przez czołowe uczelnie w Kalifornii, ale nie przez Berkley. To był cios. Postanowiłem się odwołać, pisząc list na uczelnię. Udało się – zostałem przyjęty! (…) Na Berkley nigdy się nie nudziłem. Napisałem tu dwie prace – jedną dotyczącą historii...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: