Powrót Czerwonej Dekady

Przez ostatnie cztery lata starałem się zwrócić uwagę czytelników na fakt, że agenda Baracka Obamy jest w istocie amerykańską adaptacją agendy marksistowskiej. Wielokrotnie podkreślałem, że sama Partia Demokratyczna zdaje się odzwierciedlać program właściwy partiom socjalistycznym. W pewnej chwili sugerowałem nawet, że demokraci powinni zastanowić się nad zmianą nazwy, tak by w sposób bardziej adekwatny odnosiła się do ich rysu ideologicznego. Przekleństwem Ameryki jest jej upór, by nie wyciągać nauki z przeszłości. Odmawiając oglądania się za siebie w poszukiwaniu wskazówek, tracimy kontrolę nad biegiem wydarzeń. Za tę niechęć do wyciągania wniosków z przeszłości płacimy wysoką cenę. Gdybyśmy w ostatnim czasie spojrzeli wstecz, zdalibyśmy sobie sprawę z tego, że machinacje demokratów i ich aktualnego przywódcy Baracka H. Obamy są głęboko zakorzenione w „czerwonej dekadzie” amerykańskich lat 30.   Termin „czerwona dekada” pochodzi od dziennikarza i historyka Eugena Lyonsa, który posługując się nim, opisywał okres w dziejach Ameryki w latach 30., dla którego charakterystyczne było powszechne zauroczenie komunizmem, a zwłaszcza stalinizmem. Lyons dowodził, że uwielbienie dla Józefa Stalina i zachwyt sukcesami bolszewizmu osiągnęły apogeum w 1938 r., a jego głównymi nośnikami byli liberałowie, intelektualiści, dziennikarze, a nawet po części członkowie rządu i urzędnicy federalni.  Kształtowanie świadomości klasowej   Proszę, by Państwo uważnie przeczytali
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze