Tatarska krew, polskie serce

„Krzysiu, chodź na podwórko bawić się!” – wołali koledzy. Chłopiec, niewiele myśląc, stanął przy oknie i odkrzyknął: „Nie mogę, bo u nas UB siedzi!”. Wtem doskoczył jeden z ubeków, potrząsnął Krzysiem i wrzasnął: „Widać, że to syn bandyty, też na bandytę wyrośnie!”.  Kiedy miał 12 lat, przyrzekł sobie, że nie założy rodziny i nie będzie miał dzieci. W dzieciństwie widział zbyt dużo śmierci, dramatów. Miał świadomość, iż dając dziecku życie, daje mu też śmierć. Do dzisiaj pozostał sceptykiem, spoglądającym zawsze na sprawy z dwóch stron. Krzysztof Olechnowicz jest synem pułkownika Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”, ostatniego komendanta Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej (od 1945 do 1948 r.), aresztowanego przez Urząd Bezpieczeństwa w czerwcu 1948 r., a zamordowanego w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej w Warszawie 8 lutego 1951 r. Ojciec Krzysztofa został zabity w tym samym dniu, co jego podkomendni: mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, por. Lucjan Minkiewicz „Wiktor”, por. Henryk Borowski „Trzmiel”. Wszyscy zginęli od strzału w potylicę z ręki tego samego czerwonego kata, Aleksandra Dreja. Ten komunistyczny bandyta zmarł kilkanaście lat temu, pobierając nadal w tzw. III RP emeryturę dla zasłużonych. Polski „wymiar sprawiedliwości” nigdy nie śmiał nawet zakłócić spokoju odpoczywającemu na emeryturze zbrodniarzowi i jego rodzinie.  Nie chciał politykowania   Formalnie Armia Krajowa została rozwiązana w styczniu 1945 r. z rozkazu gen. Leopolda
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze