Gdy enkawudzista gra na bałałajce

Syn słynnego kompozytora i dyrygenta Emila Młynarskiego, krewny Artura Rubinsteina, aresztowany przez Sowietów trafił do obozu w Starobielsku. Jego wspomnienia, w unikalny sposób pokazujące sowiecką mentalność, pozostają nieznane. Jak pisał przyjaciel Bronisława Młynarskiego Józef Czapski, potrafił w łagrze zachować „styl świata, do którego należał, styl tak bardzo polski i europejski jednocześnie”.   – To szpieg! – oficer NKWD nie miał wątpliwości. Żarówka świeciła Bronisławowi Młynarskiemu prosto w oczy. Enkawudzista krzyczał, żeby się przyznał, bo „my wszystko wiemy”.   – Wy konieczno w razwiedkie?!   – Nie, nie jestem w wywiadzie.   Rosjanin wyciągnął jego paszport – najbardziej kompromitujący dokument w oczach sowieckiego urzędnika. „Ja drugoj takoj strany nie znaju gdie tak wolno dyszyt czełowiek!” – ta pieśń puszczana była w moskiewskim radiu co chwilę. Paradoksalnie, była ona o tyle prawdziwa, że sowieccy obywatele w ogóle nie znali innych krajów, gdyż nie pozwalano im wyjeżdżać za granicę dla przyjemności. No więc przesłuchujący odniósł sowieckie realia do Polski: jasne, że kto wyjeżdżał z ojczyzny, ten szpieg!   Młynarski wymieniał długo państwa, w których bywał. Enkawudzista przerywał mu. By zdemaskować zasięg szpiegowskiej siatki wypytywał, czy Kopenhaga leży w Anglii, a Southampton we Francji i czy Sycylia jest miastem portowym Grecji.   Zdesperowany „szpieg” postanowił chwycić się ostatniej deski ratunku: – Czy lubi pan muzykę?... Czy gra pan na jakimś
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze