Merkel Chrzestna. Triumf przeciętności

Na odwrocie okładki  umieszczono ilustrację, która w październiku 2011 r. zrobiła furorę w niemieckojęzycznym internecie. Angela Merkel z aprobatą patrząca na premiera Donalda Tuska, składającego pocałunek na jej dłoni, a tuż obok zdjęcie z filmu „Ojciec Chrzestny” (1972 r.), na którym przedsiębiorca pogrzebowy Bonasera z uniżeniem całuje sygnet na ręce bossa mafii Vita Corleone. Nawet jeżeli książki nie powinno się oceniać po okładce, dla tej jednej czytelnik spokojnie może zrobić wyjątek. „Matka Chrzestna” ocieka jadem, a jej autorka ani przez chwilę nie sili się na stworzenie pozorów obiektywizmu. Książka od pierwszego do ostatniego zdania jest antypeanem o Angeli Merkel, napisanym w emocjonalnym rozedrganiu studium charakteru i kariery politycznej żelaznej postenerdowskiej damy.W drodze na szczyt Jak jednym słowem opisać Angelę Merkel? Na usta ciśnie się: przeciętna. Miażdżąca ocena jak na kogoś, kto zawiaduje Unią Europejską, kreuje politykę i decyduje o rozwoju gospodarczym najsilniejszego państwa w Europie. „Potrzebujemy ludzi niepozornych, na których żaden policjant nie zwróci uwagi. Spójrzcie teraz na siebie: miłe, proste, robotniczo-chłopskie twarze, żadnych inteligencików w okularkach, żadnych Jamesów Bondów. Doskonale” – pisał w „Akwarium” Wiktor Suworow, oddając atmosferę sowieckiego szkolenia dla przyszłych szpiegów. Dla znawców tematu stwierdzenie, że przeciętność w pewnych okolicznościach może być atutem, to truizm. O tym, że w przypadku
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze