Polska i jej nieznośne kajdany

Łaskawy niemiecki grunt

Podobne teksty można znaleźć w większości europejskich gazet. Ale kłamstwo smoleńskie nie rozprzestrzeniałoby się jak tsunami, gdyby zachodni grunt, na który upadło, nie był na nie szczególnie podatny. A zwłaszcza gdyby dla smoleńskiego kłamstwa tak łaskawie podatny nie okazał się grunt niemiecki. I nie zmienia tej konstatacji ogromnie ważny fakt, że na rosyjskie, brutalne manipulacje nie tylko nie było kontry ze strony polskiego rządu, ale wręcz były one w wielu przypadkach przez niego powielane.

Przyczyny takiej sytuacji nie wymagają skomplikowanych analiz. Niemcy od 20 lat prowadzą konsekwentną politykę historyczną, która sprowadza się do jednego – rozmycia odpowiedzialności za zbrodnie stworzonego przez nich totalitaryzmu, a także zamazania świadomości o masowym charakterze zbrodni. Ten sam cel w odniesieniu do komunizmu ma od lat Kreml. Czyni to Niemcy i Rosję cichymi wspólnikami finezyjnej operacji, która siłą rzeczy musi ogniskować się na Polsce – bo doświadczyła obu reżimów i wciąż nie pozwala wymazać z podręczników historii informacji o ich zbrodniczych dokonaniach. Stałym elementem tej operacji jest intelektualny gwałt na tych, którym wpojono, że pamięć o ofiarach jest po prostu ich moralnym obowiązkiem i nierozerwalnie wiąże się z pojęciem patriotyzmu.

Nie dopuścić do powstania narodowego mitu

Kiedy się czyta doniesienia z niemieckich mediów na temat wydarzeń w Smoleńsku, staje się jasne, dlaczego później Europa tak biernie przyglądała się moskiewskim manipulacjom przy śledztwie. Prześledźmy, co w pierwszych dniach po katastrofie na lotnisku Siewiernyj pisał największy niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung”.
Najpierw 12 kwietnia 2010 r. (za dziennik.pl, który cytował depeszę PAP): „Jak ocenia komentator »SZ«, Polska skłania się ku temu, by utwierdzić się teraz w swej »historii cierpienia«. »Dlatego katastrofa samolotu z Katynia niesie ze sobą...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: