Kryzys kultury zachodniej

Poprzednie miesięczniki

„Kultury starzeją się i umierają” Podejmując to zagadnienie, nie chciałbym go ustawiać w perspektywie aż tak głębokiej, a przez to zatracającej zarysy. Chciałbym możliwie jasno i prosto ustalić, co rozumiem przez kryzys kultury zachodniej, i wyprowadzić z tego wnioski niemal praktycznego, realizacyjnego charakteru. Do tego potrzebne jest cofnięcie się wstecz, w dobę poprzedniego – o ileż szczęśliwszego, o ileż bardziej obiecującego – powojnia. Wśród wielu innych zjawisk niebywałych i banalnych, mających siłę przetrwania, i przelotnych, dzisiaj już zapomnianych – trudno powiedzieć: rozkwitła, trzeba raczej powiedzieć: wybuchła, natężyła się wtedy, jak epidemia, literatura katastroficzna, przepowiadająca na wszystkie tony koniec współczesnemu światu. Termin catastrophique, ile wiem, wywodzi się od Georges’a Sorela, twórcy syndykalizmu, źródła natchnień Lenina i Mussoliniego; w języku polskim słowa „katastroficzny”, jak wielu słów i pojęć, pierwszy używał Stanisław Brzozowski. Bezpośrednio po pierwszej wojnie i długo po niej we Francji ukazywały się dziesiątki i dziesiątki książek, które można podciągnąć pod to pojęcie. Dla dalszych wywodów nie będzie bez znaczenia wspomnieć, że skazany na śmierć za współpracę z Niemcami, pisarz francuski Drieu La Rochelle był jednym z bardziej wymownych, błyskotliwych, urzekająco kokieteryjnych magików katastrofizmu. Ale jeszcze bardziej znamienne, znaczące i wymowne jest, że największe, a przynajmniej najbardziej głośne dzieło tego rodzaju
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze