Tymon Terlecki

Była to jedna z najświetniejszych, najbardziej zuchwałych, najbardziej ryzykanckich inteligencji swego pokolenia. Był to mózg wspaniały, eksplodujący nieustannie, umysł niebywale chwytny i odkrywczy, przenikliwy, absolutnie niezależny, ale też wyzywający i przekorny, nieraz stający i stawiający wszystko na głowie, nicujący, obracający wszystko wniwecz. Urzekał swoim oślepiającym iskrzeniem się jak ognie św. Elma. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę na avenue de Tokio. Siedząc naprzeciwko mnie, powiewając zbyt długimi, pajęczo cienkimi kończynami, podobny do kukły Puncha, śpiewał Lechoń wysokim falsetem, poprzez który raz po raz przełamywał się szatański rechot – popisową, oszołamiającą arię. Oczywiście wiedział wszystko, co się działo w Paryżu, wiedział także, co się działo w kulisach i za...
„Kultury starzeją się i umierają” Podejmując to zagadnienie, nie chciałbym go ustawiać w perspektywie aż tak głębokiej, a przez to zatracającej zarysy. Chciałbym możliwie jasno i prosto ustalić, co rozumiem przez kryzys kultury zachodniej, i wyprowadzić z tego wnioski niemal praktycznego, realizacyjnego charakteru. Do tego potrzebne jest cofnięcie się wstecz, w dobę poprzedniego – o ileż szczęśliwszego, o ileż bardziej obiecującego – powojnia. Wśród wielu innych zjawisk niebywałych i banalnych, mających siłę przetrwania, i przelotnych, dzisiaj już zapomnianych – trudno powiedzieć: rozkwitła, trzeba raczej powiedzieć: wybuchła, natężyła się wtedy, jak epidemia, literatura katastroficzna, przepowiadająca na wszystkie tony koniec współczesnemu światu. Termin catastrophique, ile wiem,...