KlimaGate: kiedy naukowcy stają się politykami

Kilkaset lat temu, w początkach nowożytnych metod naukowych, tajemnica obrotu ciał niebieskich opierała się na błędnej teorii. Jeszcze wcześniej, cofając się do czasów starożytnych Greków i nauki Platona, zakładano, że ruchy ciał niebieskich muszą być idealne, więc wyobrażano je sobie jako jednostajne i kołowe. Pogodzenie tych dawnych teorii ze współczesnymi obserwacjami jest dziś niemożliwe. Starożytni astronomowie mogliby naciągnąć dane w celu uzyskania 100-procentowej zgodności ze swoimi teoriami, ale byłoby to postępowanie wyjątkowo nienaukowe, więc zdecydowali się na dogłębne przeanalizowanie założeń. Prawie 2 tysiące lat temu Ptolemeusz ukuł teorię, wedle której każda z planet wędrowała po tzw. epicyklu. Teoria ta z kolei 500 lat temu osiągnęła swoje apogeum, kiedy Mikołaj Kopernik kierowany przeczuciem, że to Ziemia okrąża Słońce, a nie na odwrót, znacznie zbliżył się do prawdy o ruchu planet, dodając do modelu kolejne epicykle. Był to jednak system wyjątkowo złożony i w dalszym ciągu daleki od ideału. Z pomocą przyszedł Kepler, który dowiódł, że planety wcale nie poruszają się po epicyklach, tylko po elipsach. Wkrótce po dokonaniu tego odkrycia Kepler zasłynął prostymi, ale podpartymi mocną argumentację prawami określającymi ruchy ciał niebieskich oraz znaczenie ich odległości względem Słońca. Newton z kolei potwierdził teorię Keplera, opierając na niej swoje prawa powszechnego ciążenia. Jednak wciąż panowało uczuciu niedosytu. Przez stulecia
     
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze