„Była jeszcze nadzieja…”

Kiedy pierwszy raz uczestniczył Ksiądz w takiej Mszy? Jakie panowały nastroje? Czy nie były to bardziej manifestacje niż nabożeństwa?Pogrzeb ks. Jerzego Popiełuszki Niewątpliwie, te Msze św. wyrażały znaczącą rolę Kościoła w trudnych czasach komunizmu, szczególnie zaś w czasie stanu wojennego. Religijna misja Kościoła splatała się wtedy z misją społeczną, a nawet polityczną. W tym sensie organizowane przez ks. Jerzego Popiełuszkę Msze za Ojczyznę były manifestacjami dążenia Polaków do wolności i suwerenności narodowej. Kościół potwierdzał wtedy rolę najbardziej wiarygodnego reprezentanta narodu i państwa polskiego. To były tłumy, które stały przed kościołem św. Stanisława na Żoliborzu [kościół pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie] i obejmowały park, znajdujący się przed kościołem. Pierwszy raz brałem udział w tej mszy św. w październiku, właśnie kiedy osiadłem już nieco w Warszawie. I wtedy dołączyłem się do koncelebry. Znaliśmy się z ks. Popiełuszką w takim sensie, że ja dokładnie wiedziałem, kim on jest, on zaś zapewne kojarzył mnie z „przypadkowo” poznanym w kurii salezjaninem – kapelanem Urszulanek SJK (Serca Jezusa Konającego). Później już regularnie uczestniczyłem w Mszach za Ojczyznę. Albo koncelebrowałem, albo stałem w tłumie. Lubiłem czasem znaleźć się między śpiewającymi ludźmi i wraz z nimi odczuwać jedność myśli i dążeń. Wtedy szczególnie wzruszała mnie pieśń „Ojczyzno ma”. To były niezwykle wzruszające chwile… W koncelebrze
     
25%
pozostało do przeczytania: 75%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze