Pod sowiecką okupacją, czyli „przed wojną”…

Po obejrzeniu 9 maja w telewizji parady wojskowej w Moskwie mogły nasunąć się refleksje, co właściwie się tam świętuje. Jeśli ktoś myślał wcześniej, że to będzie międzynarodowa defilada z okazji zakończenia II wojny światowej, to się pomylił. Rosyjski mistrz ceremonii, objaśniający kolejne sceny wielkiej celebry na placu Czerwonym, nie mówił bowiem o 65. rocznicy zakończenia wojny, lecz o 65. rocznicy zakończenia „wojny ojczyźnianej”, czyli wojny między Związkiem Sowieckim i jego niewiernym sojusznikiem – Niemcami Hitlera. A właściwie z „nazistami”, „faszystami”. Na trybunie stała przecież pani Angela Merkel – przedstawicielka najważniejszego dla Rosji politycznego i gospodarczego kontrahenta w Europie. Mieliśmy więc dwie różne wojny: światową, która zaczęła się od napaści na Polskę, i sowiecką „ojczyźnianą”. Pierwsza była „imperialistyczna”, druga „słuszna”. Jeszcze dobitniej niż lektor na placu Czerwonym wyraził to dzień wcześniej prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, podczas przemowy skierowanej do marszałka Bronisława Komorowskiego. „Pragnę podziękować za to, że uczestniczy pan w obchodach naszego wspólnego zwycięstwa nad faszyzmem” – powiedział rosyjski prezydent, a potem wystrzelił: „Różne wydarzenia poprzedziły tę wojnę, w tym wydarzenia w Katyniu”. Przecież w Katyniu nie było żadnych „wydarzeń”, tylko zaplanowana przez państwo sowieckie zbrodnia wojenna i zarazem zbrodnia ludobójstwa. Nie „poprzedzała” ona wojny, lecz była jednym z najbardziej wstrząsających jej
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze