W obronie tarnowskiego Kościoła

Widząc, jaki los spotykał duchownych i kościoły w „czerwonej strefie” ogarniętej wojną domową Hiszpanii, ks. Stepa pisał, że tam najlepiej się ujawniło barbarzyństwo komunistów: „płoną zabytkowe kościoły, padają pod ciosami młotów artystyczne figury świętych. Niszczy się nie dla samej przyjemności niszczenia – bo to jeszcze można psychologicznie usprawiedliwić – ale na wyraźny rozkaz bezbożników rosyjskich, którzy szczegółowo opracowują plany odchrześcijanienia świata i zatarcia śladów wszelkiej w ogóle religii”.

Pisał o prymacie wolności nad rzeczami materialnymi. „Brak wolności i upodlenie godności osobistej – to największa zmora zwłaszcza komunizmu, i tylko naród bardzo spodlony może dobrowolnie ugiąć kark pod jarzmo najstraszniejszej niewoli, jaką zna historia ludzkości”. Polacy karku nie ugięli, jarzmo to miało im zostać wkrótce nałożone brutalną przemocą.Ze Lwowa do Tarnowa W 1945 r. ks. Stepa w ramach tzw. repatriacji przenosił lwowskie seminarium do klasztoru bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej. W marcu 1946 r. Pius XII mianował go biskupem tarnowskim. Od początku posługi w Tarnowie bp Stepa nie ukrywał, że komunistyczne władze uważa za wrogie Kościołowi. Pamiętał, by w żaden sposób ani on, ani duchowni jego diecezji tej władzy nie legitymizowali. Już w pierwszym liście do wiernych mówił o złych ludziach dążących do usunięcia religii z życia innych, o bezbożnikach chcących zamykać kościoły i odrywać od modlitwy, głoszących, że

     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze