Liban uśmiech przez łzy - Mój dziennik rowerowy

Poprzednie miesięczniki

Pierwotnie miałem pojechać do Iranu. Chciałem poznać świat, zobaczyć, jak żyją ludzie, doświadczyć czegoś nowego. Jednak gdy usłyszałem w telewizji informację o kolejnych krwawych dniach w Libanie, zmartwiłem się tym i postanowiłem udać się właśnie tam, by zobaczyć, jak tam jest naprawdę. Samotna dwumiesięczna podróż rowerowa za 800 zł i to, czego w tym czasie doświadczyłem i co zobaczyłem, bardzo mocno zapisało się w mojej pamięci i w moim sercu. Jechałem sam, ale zawsze czułem obok siebie czyjąś obecność. Pomagali mi nieznani ludzie: pozwalali u siebie przenocować, częstowali jedzeniem, dawali prowiant na dalszą drogę. To niesamowite, jak jeden człowiek potrafi bezinteresownie pomóc drugiemu. Ci, którzy dowiadywali się, że jadę do Libanu, nie mogli w to uwierzyć. Mówili mi, że jest tam bardzo niebezpiecznie. Ja jednak wiedziałem, że muszę jechać dalej. Gdy w końcu dotarłem do granicy Syrii z Libanem, zobaczyłem tam mnóstwo ludzi, którzy, tak jak ja, chcieli ją przekroczyć. Gdy zobaczyli białego człowieka podróżującego na rowerze, od razu mnie przepuścili. W końcu stanąłem w Libanie. Wszystko, co chciałem zobaczyć, było przede mną. Spotkanego żołnierza spytałem o sytuację w kraju. Powiedział, że się uspokoiło i zaproponował, że może mnie gdzieś podwieźć. Gdy chciałem zrobić zdjęcia, zatrzymywał się. Pierwszymi widokami, jakie wywarły na mnie silne wrażenie, były zniszczone: most, ulica i stacja benzynowa. Z tych ruin wyzierały ból, niepokój i cierpienie. Tylko roześmiane
     
52%
pozostało do przeczytania: 48%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze