Przyczajone korzenie

Poprzednie miesięczniki

Z małolatkami ciężko było wytrzymać współwięźniarkom, ale także strażnikom. Pewnego dnia, nie mogąc sobie z nimi poradzić, zrozpaczony dyżurny wezwał na pomoc „jakąś grubą rybę”. Wysoki urzędnik stanął przed okienkiem w drzwiach celi. „Doskakuje, tupie, wali pięścią w drzwi” – zapamiętała Obertyńska. „Czuje się, że purpurowy szał bezsilnej złości zadławi go za chwilę i zaleje. alało go jednak coś zgoła innego! Oto przechodząc, chwytam błyskiem spojrzenia niedwuznaczny, żółtawy chlust, którym tryska niespodziewanie otwór okienka prosto w te rozżarte, na wierzch pasją wyduszone ślepia, na baranią czapkę, rubaszkę, buty, i widzę jeszcze, jak zadławiony, umilkły w pół słowa dygnitarz otrząsa się ze wstrętem jak pies, pluje, prycha, kaszle. Takie są małolatki!” – pisała w książce „W domu niewoli”, z której czerpię jej łagrowe wspomnienia. W wierszu „Cela” napisze: Cela – to nie jak w bajce: cisza i błysk wysokiego w kratach okienka. Cela to upał, wrzask i ścisk, brak wody i stęchły pęcak. Cela – to nie samotność: słoma, dzban, i szczura tętenty jedwabne. Cela to ciągła świadomość, że tam szynel pod drzwiami i bagnet. Nad zwałem śpiących na podłodze ciał, – by noc nie mogła być sobą – oślepiający bąbel szkła: żarówka tuż nad tobą... I ta litosna obleśność snów, co cię podziemnym kanałem na parę godzin wypuszcza – by znów lojalnie odstawić nad ranem... I te uporem zwarte kły i wola jak pięść ściśnięta, żeby – na przekór tym spod drzwi – przetrzymać – i zapamiętać! Z wiatrówki w oko
     
3%
pozostało do przeczytania: 97%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze