Imigracyjna kwadratura koła

Ta wielka różnorodność w gruncie rzeczy jednak nie ma większego znaczenia, ponieważ nie ma wpływu na zasadnicze pytania, na które Zachód i tak musi sobie odpowiedzieć. Jak bronić się przed nielegalną imigracją, a zarazem umieć wyłowić tych, którzy są potrzebni, na jakiej podstawie udzielać zgody na pobyt, jakie tu przyjąć kryteria, jak rozpoznać fałszywych azylantów, czy skłaniać przybyszów do integracji, a jeśli, to jak to robić skutecznie? Poza tym, jak przekonać własnych obywateli, by pogodzili się z masową obecnością cudzoziemców, tych zwłaszcza, których odróżnia inny kolor skóry, inny sposób bycia, inne zwyczaje? Ta ostatnia kwestia jest równie paląca, nawet jeśli piewcy masowej imigracji lubią udawać, że problem tego rodzaju w ogóle nie istnieje.

Wzbogaca czy zagraża?

Na początku grudnia ubiegłego roku w pobliżu wyspy Kos grecka straż przybrzeżna zatrzymała turecki statek przewożący ponad 100 Afgańczyków. W maju załoga statku maltańskiego odmówiła wzięcia na pokład grupy Afrykanów, którzy dryfowali na morzu, rozpaczliwie uczepieni sieci rozciągniętych na powierzchni, bo, jak oceniła, znajdowali się oni na wodach terytorialnych Libii. Na porządku dziennym są wypadki utonięcia imigrantów u wybrzeży Sycylii, a jeszcze nie tak dawno temu nierzadko dochodziło do tragedii na zaminowanej granicy grecko-tureckiej.

To tragiczne żniwo nikogo jednak nie zniechęca. Miraż bogatego Zachodu, gdzie nie ma głodu i wojen, za to jest praca, a często też krewni i znajomi, którzy nie powinni odmówić pomocy, działa niezawodnie. Dlatego fala biedaków z krajów Trzeciego Świata nieprzerwanie płynie na Północ i na Zachód. Są gotowi pokonywać wody i granice, opłacać się przemytnikom, a na miejscu żyć w strachu przed policją. Nie przypadkiem kwestia zwalczania nielegalnej imigracji była jednym z głównych tematów poruszanych podczas niedawnego szczytu Unia Europejska – Afryka.

Czas na liczby: na całym świecie, jak się ocenia...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: