Herbarz Wildsteina

Poprzednie miesięczniki

Nie inaczej dzieje się w naszym kraju. Przytłoczeni lawiną wypadków i prowokacji, prawd, półprawd, kłamstw i mistyfikacji, marszów i kontrmarszów, mniej lub bardziej rzetelnych komentarzy i nachalnej propagandy, jaka zwala się na nas każdego dnia toczącej się od roku bezpardonowej walki pomiędzy zwolennikami IV Rzeczypospolitej i potężnymi siłami obrońców postkomunistycznego status quo, właściwie zapomnieliśmy już o banalnych wydarzeniach, które tę lawinę uruchomiły, zanim jeszcze ciemny i krnąbrny lud zagłosował dwukrotnie inaczej, niż mu kazano. I nie chodzi tu bynajmniej o niekończący się ciąg skandali korupcyjnych, jakimi w czasach ancien régime’u raczyli nas spadkobiercy Ojca Narodów, bo do tego każdy zdążył się już przyzwyczaić (koń, jaki jest, każdy widzi), ale o dwa banalne na pozór zdarzenia, które zadziałały jednak jak płomień przytknięty do lontu. Pierwszym z nich była rozmowa o interesach, jaką przeprowadził znany producent filmowy i mecenas sztuki Lew Rywin z jeszcze bardziej znanym szefem „Gazety Wyborczej” i wyrocznią postępowych salonów Adamem Michnikiem. Drugim, wyniesienie przez redaktora Bronisława Wildsteina z warszawskiego oddziału IPN-u alfabetycznego spisu nazwisk, opatrzonych różnymi numerami, przypominającego z grubsza książkę telefoniczną. Choć z tych dwóch konstytutywnych dla naszych czasów wydarzeń znacznie mniej banalnie wyglądała i nadal wygląda rozmowa Lwa Rywina z Adamem Michnikiem (a to z powodu dziwnego przedmiotu transakcji, wysokiej oferty
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze