Monika Krajewska

Nie inaczej dzieje się w naszym kraju. Przytłoczeni lawiną wypadków i prowokacji, prawd, półprawd, kłamstw i mistyfikacji, marszów i kontrmarszów, mniej lub bardziej rzetelnych komentarzy i nachalnej propagandy, jaka zwala się na nas każdego dnia toczącej się od roku bezpardonowej walki pomiędzy zwolennikami IV Rzeczypospolitej i potężnymi siłami obrońców postkomunistycznego status quo, właściwie zapomnieliśmy już o banalnych wydarzeniach, które tę lawinę uruchomiły, zanim jeszcze ciemny i krnąbrny lud zagłosował dwukrotnie inaczej, niż mu kazano. I nie chodzi tu bynajmniej o niekończący się ciąg skandali korupcyjnych, jakimi w czasach ancien régime’u raczyli nas spadkobiercy Ojca Narodów, bo do tego każdy zdążył się już przyzwyczaić (koń, jaki jest, każdy widzi), ale o dwa banalne na...
Już na pierwszy rzut oka widać, że z grubsza dokładnie to samo, co już raz „odzyskaliśmy” w 1989 r. Dzięki kolejnym ministrom spraw zagranicznych III RP, którzy nie zrobili absolutnie nic dla zlustrowania i zdekomunizowania powierzonej im instytucji, w naszej służbie zagranicznej nadal roi się od „fachowców” rodem z PRL, gdzie dyplomacja była jedynie wyspecjalizowaną komórką służb specjalnych, realizujących politykę zagraniczną totalitarnego państwa, sprowadzającą się w ostatecznym rachunku do posłusznego wypełniania poleceń Kremla i Łubianki. Tych samych, którzy w Polsce Ludowej służyli władzom okupacyjnym, zwalczali NATO, UE i amerykański imperializm, inwigilowali Polonię, podpisywali niekorzystne dla Polski umowy międzynarodowe, szpiegowali dzisiejszych sojuszników i wykradali im...