„Nie” dla edukacji pod okiem chińskich komunistów

FOT. ADOBE STOCK
FOT. ADOBE STOCK

Coraz więcej państw zdaje sobie sprawę, że chińskie instytuty Konfucjusza nie służą wyłącznie nauce języka, lecz są także ośrodkami chińskiej propagandy, cenzury oraz szpiegowania i dlatego trzeba je usuwać z uczelni. W tym kontekście projekt Viktora Orbána, by w Budapeszcie otworzyć chińską uczelnię, napotyka na silny sprzeciw nawet ze strony jego zwolenników.

W artykule na łamach amerykańskiego konserwatywnego think tanku Heritage Foundation Lee Edwards nazywa Instytut Konfucjusza (IK) chińskim koniem trojańskim. „Instytuty Konfucjusza to współczesny odpowiednik konia trojańskiego, pozornie łagodny i apolityczny, ale zaangażowany w kształtowanie naszego zrozumienia autorytarnego przeciwnika”.  

Po masakrze na placu Niebiańskiego Spokoju w 1989 roku komunistyczne władze Chin Ludowych robiły wszystko, aby ocieplić swój wizerunek za granicą. Jeden z chińskich think tanków zasugerował wówczas prezydentowi Hu Jintao, aby władze położyły nacisk na chińską kulturę. Tak narodził się pomysł stworzenia Instytutów Konfucjusza zarządzanych przez Chińskie Biuro Międzynarodowej Promocji Języka Chińskiego (Hanban), które jest pod ścisłą kontrolą władz.

Wybielony obraz Chin

Komunistyczna Partia Chin przekonuje nas, że Instytut Konfucjusza jest podobny do Instytutu Francuskiego czy British Council, których działalność sponsorują rządy krajów reprezentowanych przez te instytucje. Państwa te płacą za wynajem biur w

     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze