Robić propagandę – trzeba się wyróżniać. Przypadek sarmacki

fot._wikipedia
fot._wikipedia

Żadna Polska wcześniej ani później nie potrafiła z takim rozmachem i precyzją zaplanować i przeprowadzić zagranicznej propagandy. Jeśli dziś od podstaw tworzymy Polską Fundację Narodową mającą dbać o wizerunek naszego kraju w świecie, to w XVI i XVII wieku takich PFN-ów były setki – a każdy na magnackim dworze. Wiele z historycznych akcji propagandowych przeszło do legendy – słynny wjazd kanclerza Jerzego Ossolińskiego do Rzymu gruchnął wieścią, że Polska jest tak bogata, że konie podkuwa się tam złotymi podkowami. A ludziom dyplomaty wystarczyło jedną taką podkowę upuścić na ulicach wiecznego miasta, by lud w Italii rozpowiadał plotkę o potędze Rzeczypospolitej. Prawda, że koszt niewielki?  Jako że Rzeczpospolita nie była sprawnym mechanizmem administracyjnym, jej siła nie polegała na efektywności biurokracji (jak było choćby we Francji czy w późniejszych Prusach), tylko na wieloośrodkowym organizowaniu inicjatyw politycznych. To właśnie z tego osobliwego systemu brało się wiele dynamicznych i skuteczych akcji – jak na przykład ewakuacja ludności z Ukrainy Zadnieprzańskiej przez Jeremiego Wiśniowieckiego w 1648 roku, gdy wybuchło powstanie kozackie. Wspomniany Ossoliński także samodzielnie, bez rozkazów z góry, zrealizował pomysłowe sztuczki na wywarcie wrażenia na rzymskim patrycjacie. Choć oczywiście zdecentralizowany ustrój państwa miał wiele słabości, to jednak nie była nią propaganda – wręcz przeciwnie: pycha i bogactwo magnatów były siłą napędową

     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze