Powrót geopolityki I Rzeczypospolitej

Cykliczność wydarzeń historycznych w polskim przypadku zdaje się być szczególnie wyrazista. Oprócz pojawiających się regularnie niebezpiecznych dla nas zbliżeń Rosji i Niemiec przychodzi też czasem budować Międzymorze w oparciu o sąsiada zza Niemiec – kiedyś Francji, dziś USA.

Nie ma chyba drugiego kraju, który na przestrzeni tysiąca lat tak radykalnie przesuwałby się w swoich granicach – bywało wszak, że sięgał on do Łaby na zachodzie, opierając wschodnie rubieże ledwie na Bugu, a innym razem nie dotykał nawet Odry, swoimi wpływami w stronę Azji sięgając daleko za Dniepr i licząc przeszło milion (!) kilometrów kwadratowych. Królestwo Polskie, a potem Rzeczpospolita bywała potęgą, największym królestwem w Europie, sięgała od Bałtyku po Morze Czarne (1466–1484), władała Moskwą, planowała zdobycie Konstantynopola, jej wojska zapędzały się aż po Ren – a 200 lat później nie było jej już na mapie i władcy ościennych państw zakazywali nawet wymawiać jej nazwy.
Wyjątkowe położenie Rzeczypospolitej to nie mit, to nie romantyczna legenda, lecz geopolityczny fakt, dostrzegany już przez dawnych badaczy. Warto się więc przyjrzeć rodzimej specyfice, by zrozumieć dzisiejsze perspektywy, jakie leżą przed Polską oraz innymi państwami w Europie Środkowowschodniej.

Geopolityka światowych mocarstw a położenie Polski
U progu XX stulecia rozgorzała wśród geografów, historyków i strategów militarnych dyskusja na temat heartlandu – „serca lądu”, czyli bezodpływowego terenu umiejscowionego w centrum Eurazji. Ogromny ten obszar, zdaniem wielu geopolityków, jest podstawą do panowania nad „światową wyspą”, czyli Eurazją. To właśnie z tych terenów odbywały się liczne najazdy od czasów Attyli przez liczne wyprawy łupieżcze stepowych plemion koczowniczych, przez niepokonane ordy tatarskie, aż wreszcie po Imperium Rosyjskie. Jednak sam heartland jest za słaby, by panować nad światem, szczególnie mocno doskwiera mu odcięcie od...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: