Marcin Wolski

Dodano: 01/10/2018 - Numer 10 (151)/2018

Przekrój przez afery PRL-u przypomina wycieczkę w głąb kanionu Colorado, gdzie na ścianach wąwozu widać dokładnie kolejne warstwy następujących po sobie epok geologicznych. Przypomnienie przy okazji ekstradycji Dariusza Przywieczerskiego sprawy FOZZ-u, owej „matki wszelkich afer”, zachęca do zaglądania jeszcze głębiej – do politycznego prekambru – i spytanie o rzeczywiste prapoczątki. Dość łatwo obciążyć winą uczestników i biesiad w Magdalence, i Okrągłego Stołu. Chociaż moim zdaniem jeśli miał to być wytrych otwierający Polsce drzwi do wolności, warto było zaryzykować. Rzecz w tym, że rozstrzygające o naszej przyszłości było to, co potem – co miało okazać się ważniejsze niż to, że rokowania prowadzili ze sobą tajni współpracownicy i ich oficerowie prowadzący, nie takie rzeczy w historii się zdarzały. Problem polega na tym, że wśród układających się stron zabrakło patriotów i wizjonerów zdolnych wykorzystać dziejową szansę, którzy kopnęliby okrągły stołek – jeśli nie nazajutrz po wyborach, to wówczas, gdy „jesień ludów” pokazywała, że epoka sowiecka minęła. Pisałem w moich historiach, co stać się mogło i co stać się powinno. I nie chodziło o wieszanie komunistycznych zbrodniarzy, choć paru by się to przydało. Wystarczyłoby uniemożliwić uwłaszczenie się nomenklatury. Potrzebne były dwie decyzje – powszechne uwłaszczenie społeczeństwa poprzez zwrot zagrabionego majątku narodowego i oddanie go w ręce Polaków, co spowodowałoby w szybkim czasie powstanie klasy
     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze