Wojsko wymaga konkretów

Niezadowolenie prezydenta Rosji Władimira Putina i kunktatorstwo szefa niemieckiej dyplomacji Franka-Waltera Steinmeiera współgrało wraz z kolejnymi operacjami największych ćwiczeń na ziemiach polskich od 1989 r. Obecność amerykańskich wojsk nad Wisłą wywołuje reakcje, które mogą zapowiadać geopolityczny przełom.

W dniach 7–19 czerwca na terenie Polski i Litwy odbyły się manewry wojskowe o kryptonimie „Anakonda 2016”, największe od 1989 r. Same ćwiczenia nie zwiększyły możliwości obronnych wschodniej flanki NATO. Generał Ben Hodges, dowódca wojsk amerykańskich stacjonujących w Europie, potwierdził, że wnioski z analizy Instytutu RAND sprzed pół roku oraz po czerwcowych manewrach są takie same: Pakt Północnoatlantycki nie jest w stanie obronić Litwy, Łotwy i Estonii. A jednak Anakonda miała kluczowe znaczenie w stosunkach z Rosją jako akt stanowczej woli politycznej Zachodu: nie jesteśmy znów tacy niezdecydowani – odczytali demonstrację siły stratedzy z Moskwy. Poza tym sam Zachód potrzebuje jasnych sygnałów i deklaracji, że chce się bronić.
Pomiędzy Niemcami a Rosją – ale z USA
Obserwatorzy rosyjscy zostali dopuszczeni do ćwiczeń na mocy Dokumentu Wiedeńskiego z 2011 r. Zrezygnowali jednak z możliwości śledzenia wszystkich manewrów wojskowych, a zdecydowali się na inspekcję rejonu wskazanego – w ten sposób mieli prawo do sprawdzenia obszaru o powierzchni około 20 tys. km kwadratowych, w obrębie którego znajdują się polskie poligony Drawsko i Wędrzyn – mogli być świadkami jedynie części ćwiczeń, za to preferowali obejrzenie obiektów stałych Wojska Polskiego.
Rosjanie bacznie przyglądali się ćwiczeniom także pod kątem spójności NATO. Z satysfakcją odnotowali wypowiedzi niemieckiego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera formułowane w duchu krytyki Sojuszu i roli Polski. Dyplomata nie chce „dostarczać żadnych pretekstów do ożywienia dawnej konfrontacji”. Wyraził także nadzieję, że właściwą drogą do...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: