Wałęsa starał się być na wierzchu największej fali

Obraz Wałęsy, który razem z całą „Solidarnością” rzucił wyzwanie komunizmowi i Związkowi Sowieckiemu i który uwięziony podczas stanu wojennego odmówił przejścia na drugą stronę, jest ostro niespójny z obrazem Wałęsy z lat 90. Nie mamy pełnej wiedzy o przyczynach. Potrzebne są dalsze badania historyczne. Nie dlatego, że Wałęsa jest tak barwny, lecz dlatego, że przez tyle lat wpływał na losy Polski i innych krajów – z Grzegorzem Kostrzewą-Zorbasem rozmawia Jacek Liziniewicz

W latach 1990–1992 był pan wicedyrektorem Departamentu Europy MSZ, dyrektorem Departamentu Planowania i Analiz MSZ, a także dyrektorem Biura Polityki Obronnej MON. Z bliska obserwował Pan działania Lecha Wałęsy. W książce „Lewy czerwcowy” w wywiadzie z Panem czytamy. „Ówczesny antysowietyzm Wałęsy stanowił czysto instrumentalne narzędzie w kampanii wyborczej. Był taktyczny, werbalny i powierzchowny”. Jednym słowem: ocenia Pan jego politykę jako „finlandyzację”. Czy z perspektywy czasu zmienił Pan zdanie?
Częściowo. Z perspektywy 24 lat – tyle minęło od momentu tworzenia książki „Lewy czerwcowy” – podtrzymuję opinię co do początków prezydentury Lecha Wałęsy. Jednak dzisiaj należy mieć w pamięci również lata 1994–1995, kiedy dokonał się w prowadzonej przez niego polityce zwrot, podyktowany głównie zmianą polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych.

Zacznijmy od pierwszego okresu. Dzisiaj Lech Wałęsa mówi o sobie, a powtarzają po nim sprzyjający mu komentatorzy, że to on wyprowadził wojska rosyjskie z naszego kraju. Jak wyglądała prawda, czy rzeczywiście miał na tym polu największe zasługi?
Wniósł istotny wkład tylko w stworzenie politycznego klimatu do wyprowadzenia z Polski Armii Sowieckiej, potem nazwanej Armią Rosyjską. Od stycznia 1990 r. wzywał do jej wyjścia. Był to element przygotowań do kampanii wyborczej. Hasło Wałęsy pomogło w przełamaniu oporów w ówczesnym rządzie, szczególnie w przypadku premiera Tadeusza...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: