Cyberagresja u bram

Zniszczenie irańskich wirówek, uszkodzenie ukraińskiej elektrowni czy wyłączenie estońskich stron rządowych i witryn banków to najpopularniejsze przykłady międzynarodowej cyberagresji. 2016 to rok cyberbezpieczeństwa. Nie tylko za sprawą europejskiej dyrektywy o bezpieczeństwie sieci i informacji (tzw. dyrektywa NIS od jej angielskiej nazwy Network and Information Security Directive), która niebawem wejdzie w życie, ale przede wszystkim w związku z rosnącą skalą zagrożeń asymetrycznych, czyli tych, które mogą zburzyć międzynarodowy porządek i układ sił bez użycia tradycyjnie pojmowanej siły zbrojnej. Nie potrzeba już bowiem armii, czołgów i samolotów bojowych, aby skutecznie osłabić potencjał defensywny wroga. I o ile trudno wskazać współczesny międzynarodowy spór, w którym Internet nie odgrywałby istotnej roli, o tyle nie zawsze szkodliwemu wykorzystaniu Sieci towarzyszyć musi napięcie relacji międzynarodowych. Wobec rosnących zagrożeń dla krajowego i międzynarodowego cyberbezpieczeństwa pojawia się szereg pytań: jak kwalifikować szkody wyrządzone z wykorzystaniem ogólnoświatowej sieci elektronicznej? Czy wszystkich cyberprzestępców traktować tak samo, czy raczej uzależnić ich odpowiedzialność od rozmiarów szkody, zamierzonej czy faktycznie wyrządzonej? Wreszcie, czy odpowiedzialność za ich działania ponosić powinny państwa, a jeśli tak, to które: zlecające cyberataki czy jedynie pozwalające na ich dokonanie?  Zaporoże, Tallin, Natanz Prawdopodobnie
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze