Napędzani frustracją i europejską uległością

W lutym br. pięciu imigrantów z Syrii okręciło sobie wokół szyi sznur i podwiesiło się na drążku. Miejsce: Bawaria, siłownia zamieniona w tymczasowy dom dla uchodźców. Przeżyli, bo – jak stwierdził lekarz – „wcale nie chcieli się zabić”. Ta kontrolowana próba samobójcza była demonstracją zniecierpliwienia przeciągającą się procedurą azylową. Miały być mercedes, willa i basen w ogrodzie, a jest wspólna sala na 60 osób. To rodzi agresję i frustrację. Ludzie, którzy rzekomo cudem uniknęli śmierci z rąk Państwa Islamskiego czy siepaczy Baszara al-Asada i cudem nie utonęli w odmętach Morza Śródziemnego, teraz mając dach nad głową i zapewnione bezpieczeństwo, pozorują samobójstwo, by „ukarać złych niemieckich urzędników”. W innych ośrodkach imigranci w ramach protestu odmawiają jedzenia, w jeszcze innych potrafią naubliżać wolontariuszom, a nawet – co pokazał przykład szwedzki – zabić. To właśnie narastająca w nich frustracja spod szyldu „nie tak miało być” może dać iskrę do wielkiego, (zachodnio-) europejskiego pożaru. Wydarzenie z bawarskiego ośrodka to dopiero preludium do tego, co czeka Europę w następnych pięciu, dziesięciu, piętnastu latach. Przybycie do Europy w 2015 r. ponad miliona imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, a w dalszej perspektywie kolejnego miliona w roku bieżącym niesie ze sobą różne niebezpieczeństwa. Pierwsze to nieunikniony napływ terrorystów z tzw. Państwa Islamskiego podających się za ofiary wojny, drugie – radykalizacja
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze