Antoni Rybczyński

Dodano: 30/05/2015 - Numer 5 (111)/2015

Kiedy 9 maja Rosja świętowała 70. rocznicę zwycięstwa w wielkiej wojnie ojczyźnianej, na placu Czerwonym po raz pierwszy w historii maszerował oddział chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Z trybuny honorowej przyglądał się zaś temu najważniejszy gość, prezydent Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping. Ta scena symbolizuje powstanie nowej geopolitycznej osi Pekin–Moskwa. Do niedawna Rosja de facto była odwrócona plecami do Chin. A jeśli już pojawiał się ten temat w polityce zagranicznej i energetycznej, to tylko jako karta w grze z Zachodem. Kurs na wschód zaczął realizować Władimir Putin, gdy tylko wrócił na Kreml w 2012 r. Od początku tej prezydentury nie pozostawia złudzeń, że Chiny są ważniejsze od Zachodu. Nie pojechał na szczyt NATO w Chicago, tylko na szczyt „anty-NATO”, czyli Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW). Nie pojechał na szczyt G-8 do Camp David, tylko na rozmowy z przywódcami ChRL do Pekinu. Współpraca ta jeszcze bardziej się umocniła, gdy USA i ich sojusznicy oraz Liga Arabska zaczęły dążyć do obalenia reżimu Asada. Rosyjsko-chiński duet – mając prawo weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – skutecznie blokuje rezolucje zaostrzające sankcje wobec Iranu oraz potępiające reżim Asada. Największe znaczenie miała jednak agresja Rosji na Ukrainę. Rok temu stosunki Moskwy z Zachodem zaczęły się gwałtownie pogarszać, a jednocześnie Moskwa zawarła z Pekinem gazowy kontrakt. Wizyta Xi w Moskwie na początku maja br. i podpisane przy okazji umowy
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze