Miłość przez Skype’a

W Polsce dorasta nowe pokolenie. Młodych ludzi wychowywanych w niepełnych rodzinach, których rodzice, żeby zapewnić im godne życie, wyjeżdżają za pracą na emigrację. Pozornie wszyscy są zadowoleni. W Polsce spada bezrobocie, a dziećmi dorastającymi w dobrobycie, mającymi drogie zabawki i ubierającymi się w markowe ciuchy nie musi się zajmować państwo. Za tą fasadą ukrywają się jednak prawdziwe rodzinne dramaty.

Żychlin. Niewielkie miasteczko w województwie łódzkim. Niektórzy twierdzą, że to jedno z najbrzydszych miast w Polsce. Socrealistyczne bloki w ponurych kolorach sprawiają wrażenie, jakby czas zatrzymał się tam w latach 80. O tym smutnym, prawie 9-tysięcznym mieście zrobiło się ostatnio głośno po brutalnym morderstwie.  Dwóch gimnazjalistów, Maksymilian i Grzegorz, zasztyletowało 67-letnią kobietę. Babcię jednego z chłopaków.  Zrobili to z zimną krwią, gdy kobieta nieświadoma niczego spała we własnym łóżku. Na nieszczęście dodatkowo wszystko usłyszała siostra Maksymiliana – 10-letnia Martynka. Chłopcy rzucili się również na nią. Brat zadał jej kilkadziesiąt ciosów nożem. Cudem przeżyła, ale ślady zbrodni będzie nosić do końca życia. Morderstwo zszokowało całą Polskę. Komentatorzy zadawali sobie pytanie: gdzie byli rodzice nastolatków?
Systemowy problem
Obaj domniemani sprawcy wychowali się w niepełnych rodzinach. Matki chłopców odeszły z domu. Matka Grzegorza jest w Anglii, gdzie pracuje na utrzymanie najbliższych. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało normalnie. Zwykłe rodziny, jakich w Polsce wiele. Babcia zapatrzona we wnuczka – Maksymilian wśród lokalnego środowiska miał jednak opinię dziwaka i outsidera. Miał być również maniakiem gier komputerowych.  Mimo że pojawiały się sygnały, że chłopak ma kłopoty z agresją, nikt nie podjął działań. W kluczowym momencie zabrakło rodziców, którzy zajęliby się wychowaniem młodego człowieka. To, co stało się w Żychlinie, to skrajny przypadek, ale codziennie mamy przykłady...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: