Dlaczego Niemcy wolą Cieburaszkę od Myszki Miki

Dodano: 08/07/2014 - Numer 6 (100)/2014

W 2004 r. Till Lindemann zaśpiewał o Ameryce, która jak szczurołap z Hameln hipnotyzuje słuchaczy wygrywaną melodią. Kontynenty kręcą się w rytm rock and rolla niczym derwisze, Hindusi jedzą hamburgery, muzułmanie chodzą w adidasach, imperializm kulturowy wuja Sama oblepił kulę ziemską. Rammstein Rammsteinem, ale ta wyśpiewana satyra na arogancję USA już wcześniej przekroczyła Rubikon artystycznego manifestu. Po aferze z podsłuchami i Edwardem Snowdenem antyamerykanizm jest w Niemczech znowu na topie. I pomyśleć, że 60 lat temu NRF patrzyła na Waszyngton z nie mniejszą nadzieją, niż dziś czyni to Polska. Konrad Adenauer, pierwszy kanclerz NRF-u,  kostyczny i powściągliwy, tego dnia nawet nie starał się ukryć wzruszenia. 8 kwietnia 1953 r. ocierał łzy, słuchając, jak amerykańska orkiestra wojskowa wygrywa hymn Niemiec na cmentarzu w Arlington. Przyjęty serdecznie przez prezydenta Dwighta D. Eisenhowera i szefa amerykańskiej dyplomacji Johna Fostera Dullesa Adenauer ostatecznie związał los NRF z Waszyngtonem. Już w 1949 r. postawił wszystko na amerykańskiego konia, oczywiście priorytetem jego polityki zagranicznej pozostawało zbudowanie żelaznych relacji z Francją, ale to Ameryka była oberpaństwem i Adenauer to rozumiał. Jego pierwsza wizyta w Stanach była jednocześnie pierwszą składaną oficjalnie przez szefa państwa niemieckiego administracji amerykańskiej. Do tej pory Niemcy i Amerykanie spotykali się na na polu bitwy, teraz zacieśniają sojusz, który długie
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze