Niemcy, drapieżnik doskonały

Od czasu, gdy w 2010 r. Thilo Sarrazin przepowiedział swojej ojczyźnie rychłą samolikwidację, po jego kontrowersyjną książkę sięgnęły co najmniej 2 mln czytelników. Według Sarrazina państwo niemieckie ma zostać pogrążone przez integracjoodpornych emigrantów i naiwnych polityków sterroryzowanych dyktatem politycznej poprawności. Na razie jednak Niemcy zamiast się zwijać, kwitną, a Berlin jest ostatnią europejską stolicą, którą można by uznać za kandydata na samobójcę. Sekret tkwi w umiejętnym wysysaniu okolicznych rynków z... ludzi. Niemcy – faktyczny ośrodek decyzyjny UE – na fali wyniszczającego europejskie społeczeństwa kryzysu zdają się imitować zwyczaje jedzeniowe pająków: cierpliwe okręcanie nitką, wysysanie soków i porzucanie pustego pancerzyka. I wcale nie rzecz w tym, że Niemcy są podłe, nieczułe i podstępne, takie wyjaśnienie byłoby już nawet nie uproszczeniem, ale głupotą. Niemcy są po prostu drapieżnikiem, organizmem żyjącym i rozwijającym się właśnie dlatego, że inne istoty w ich otoczeniu są zbyt słabe, by doprowadzić do odwrócenia ról. Emocje się nie liczą, stawką jest przetrwanie w jak najdoskonalszej postaci i zapewnienie sobie dobrobytu, do którego przyzwyczaiły się całe generacje. Drapieżnictwo XXI wieku przełożone na język stosunków i zależności międzynarodowych nie zadowala się szybkim powaleniem przeciwnika, stanowczo odbiegając od swojej klasycznej definicji. Współczesny drapieżnik żywi się na raty, inteligentnie, niespiesznie, ktoś
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze