Z globalnego tygla

Joy Ayyad, zwana Carycą Proroctw, zawyrokowała 5 grudnia, że w Egipcie spadnie śnieg, a 2014 rok będzie należał do Rosji, która „stanie się bardziej wpływowa niż USA i Chiny”. Osiem dni później dzieci w Kairze lepiły bałwana, a na ulicach miasta po
112 latach zrobiło się biało! Słuszną linię ma Głos Rosji, nadając tak wstrząsające i trafne proroctwa w czasie, gdy gospodarka FR tkwi w stanie głębokiej hipotermii. Egipscy kapłani łapali się zaćmień Słońca, na Kremlu łapią się brody Dieda Moroza albo... korzystają z nowinek meteorologicznych ośrodka SURA. Ale to już oczywiście teoria spiskowa.


Mieszkająca w Kairze Ayyad dodaje: „Egipt ma znowu wysunąć się na prowadzenie w świecie arabskim, a z Rosją zawiąże mocny sojusz”. Przekaz klarowny i nienowy: Rosja umacnia wpływy na Bliskim Wschodzie, a jak już umacnia, to nie z byle szeregowym graczem, lecz pretendentem do pierwszej ligi. Sąsiedzi w regionie są wyczuleni na takie trendy. W Arabii Saudyjskiej z uwagą śledzono ostatnią wizytę dwóch Siergiejów: Ławrowa i Szojgu w Kairze i wieszczono, tak jak i pani Ayyad, zacieśnienie relacji egipsko-rosyjskich i nadanie im statusu porównywalnego z tym, jakim się cieszyły przed rokiem 1970. Zdaniem Osamy El-Dalila, analityka „Al-Ahram El-Araby Magazine”, zarówno elity polityczne Rosji, jak i Egiptu są zdecydowane na zawiązanie sojuszu strategicznego. „Przez ostatnie cztery dziesięciolecia egipskie partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi uniemożliwiało zawieranie sojuszy z innymi potęgami światowymi, tj. chociażby Rosją, ale dziś Kair nie popełni już tych samych błędów i będzie nawiązywać różne relacje” – stwierdza El-Dalil. Jak widać, nie trzeba być Carycą Proroctw, by postawić taką diagnozę.

Od przybytku jednak boli
Zostańmy na chwilę przy Arabii Saudyjskiej. Turcja stanęła przed wyborem: albo zmieni swoje prawodawstwo, naginając je do potrzeb zamożnych Saudyjczyków, albo rodzimy rynek handlu nieruchomościami...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: